Po cmantarzu łażę

A gdzie Koko-zapytał Retusz. Nie widać go od kilku dni. Dziad czknął znacząco. Sinka wzruszył ramionami. Niezbadana i głęboko tajemnicza jest ludzka psychika. W jego fachu niby śmierc to towar przynoszący zyski, aale gdy zobaczył ducha spieprzył na cztery wiatry. Uraziło to pewnie jego uczucia ateistyczne. Gdzie się zaszył? Zapytał Kita. Jest taka uliczka gdzie pracuje. Nazywała się niby Cmentarna, ale wszyscy ją nazywają Zaświatkiem. To odwiedzmy go- Kita się uśmiechnął krzywo. Ruszyli powoli ulicą, rejestrując kolejne elementy nocnego życia na Zaświatku. Kilku żałobników zawodziło chórem w otwartej kaplicy, gdzieś kłócono się o ceny trumien, jakaś piękność w upiornie białej koszuli nocnej opłakiwała zmarłego, brak autentyczności w głosie rekompensując głośnością.
Kuso odziane dziewczęta zachęcały do wykupu działki pod grób bądź rezerwacji lokalu na stypę. Jakiś majster grabarski prowadził ciągle, mimo póżnej pory szkolenie młodych adeptów tej sztuki, na małym poligonie gdzie ciągle kopali doły i je zasypywali. Stary mistrz aż miarą mierzył długości ścian i przekątne wykopu, a gdy odchyłka miała więcej niż parę milimetrów opierdalał że mroziło krew. Zaświatek był miejscem w który swoje interesy prowadzili ludzie, którzy zrozumieli że ze śmierci można nieżle żyć.  Poszukali zakładu Koka. Drzwi luksusowego zakładu kamieniarskiego uchyliły się lekko, a przez szczelinę wyjrzała kosmata facjata jakiegoś menela, jak się okazało pracownika. Wyjaśnił on że misiek od kilku dni pije na umór w knajpie i jest czymś głęboko wstrząśnięty. Choć nazwa lokalu – Ostatnia Droga – tchnęła mrokiem, wnętrze okazało się zaskakująco wesołe i beztroskie.
Jakiś DJ na podwyższeniu wygrywał wesoły cover Anielskiego orszaku. Ludzie pili, kłócili się i świętowali, Rozstawione na stołach zamiast świec cmentarne znicze dopalały się i cuchnęły nieprzyjemnie. Kita wlazł do środka pierwszy. Koko!- wrzasnął aż zadzwoniły zęby o szklanki. Mysi chujku sznurkiem smagany! Kolega wrócił a ty się chowasz? Duchaś zobaczył i się żeś posrał? Z ciebie pracownik funeralny jak z mysiej pipy wór na mąkę. Nikt nie jest doskonały.-bąknął Misiek vel Koko. A ty się nie ekscytuj bo ci żyła na czole strzeli- odparł Koko siląc się okrutnie na wesołość. W koncu wszyscy radośnie zasiedli do stołu zastawionym jak na stypę i rozpili kilkanaście butelek.

Copyright Disclaimer.

All videos and galleries were made and uploaded for entertainment purposes.
I do not own the pictures or music that are used in these photos galleries and videos.
The images and music used, remain the property of the respectful copyright owners.
If you do not like that your music or picture is available for viewing and listening, just email me.
If it is necessary to remove it, it will be removed. Thank you!

Back to Szydera