Krótka opowieść o dzielnym żołnierzu
co arafatkę ma na kołnierzu
która na suku za centy kupił
chcecie to wierzcie w jego historie
mam na ten temat inna teorię.
********************************
Dziś w kantynie chleb i zupa.
Ta, po której puchnie ****.
To dla Witko było mało.
Kawał ciasta by się chciało.
Siodła szybko wiec honkera.
Bo już bierze go cholera.
A pod nosem sobie mruczy.
Że kucharza piec nauczy.
Przez pustynie Witko śmiga.
Honker go na grzbiecie dźwiga.
Dziś zadźwiga go do miasta.
Żeby kupić różne ciasta.
Ze zjadania, których słynie.
A nie było ich w kantynie.
Szybko trafił do sklepików.
Gdzie nakupił smakołyków.
Zapakował na honkera.
I tu wzięła go cholera.
No bo honker sami wiecie.
Najmądrzejsze zwierze w świecie.
Posłuszeństwa odmówiło
Bo honkerkę zobaczyło.
Która na targ suka zwany.
Niosła figi i banany.
Poganiana przez Azada.
Który zawsze dużo gada.
Uff nareszcie jest stoisko.
Bo z honkerem było ślisko.
Witko, wkurzył się nań srogo.
Nawet dźgnął go w bok ostroga.
Honker na to w odpowiedzi.
Klap na zadek, no i siedzi.
Witko, numer ten przewidział.
I do ucha mu powiedział.
Jak będziemy tylko sami.
Oddam ciebie na salami.
Szybko podniósł się oślisko.
Bo do śmierci miał już blisko.
Bez oporów już galopem.
Do obozu gnał z powrotem.
Na wartowni w głównej bramie.
Ofiarował pięknej damie.
Która warte tam pełniła.
A słodkości też lubiła.
Duża dał jej dość baklawę.
Żeby życie miała klawe.
Chorążemu dał basbusa.
Taka z niego dobra dusza.
Do baraku potem ruszył.
Bo kataifii już się kruszył.
Tam na niego już czekali.
I mamula mu zabrali.
Pozostały betifury,
Które zeschły się na wióry.
Czas zakończyć to bajanie.
Bo się boje co się stanie.
Banem może odpowiedzieć.
Któż to może wiedzieć?