Opowiesc o żolnierzu Napoleonem zwanym.
Kapitan Michał Anielewicz wyróżniał się z pośród ludzi. Był potężnie zbudowanym mężczyzną i miał ponad dwa metry wzrostu. Głowę okalała falująca burza blond włosów i miał ciemne jak smoła niesamowite oczy ukryte teraz za pustynnymi okularami. Był legendą Oddziałów stabilizacyjnycg w Iraku i odsługiwał którąś z kolei turę w tym okupowanym przez NATO kraju. Był tu od samego początku.. Najpierw z żołnierzami Gromu opanowywał irackie umocnienia i rafinerie w czasie ,,Pustynnej Burzy,, a sławę zdobył w największej od zakonczenia II wojny światowej bitwie Wojska polskiego pod Karbalą gdzie czterdziestu polskich komandosów zaryglowanych  w ogromnym gmachu City Hall przez trzy dni odpierało ataki kilku tysięcy bojowników Muksady al Sadra. Anielewicz był w wolnych chwilach instruktorem szkoleniowym Gromu a znał takie sztuczki że nawet najlepszym, i co tu gadać zarozumiałym amerykańskim specjalistom opadały szczeny.Poza tym jak na oficera był lubiany przez podwładnych i posiadał charyzmę której mu mogło pozazdrościć większość generałów. Nie mamy tu nic do roboty-zaopiniował kapral Krzos. Pustynia, piach i upał. Może byśmy skręcili w jakieś ustronne i zacienione miejsce i podrzemali. Za parę dni kończy nam się tura i wracamy do domu. Anielewicz tylko pokręcił głową i chrząknął znacząco. Kolumna posuwała się dobrą szosą zbudowaną jeszcze w latach siedemdziesiątych przez polską firmę Dromet. A po prawej stronie bieliły się zbudowania jakiejść wioszczyny. Stać!-blondwłosy kapitan zatrzymał kolumnę i ostrożnie wyskoczył z Rosomaka. To pułapka. Szosa jest zaminowana. Bieńko, Samosiuk , do mnie! Dwóch żołnierzy stanęło obok dowódcy. Sprawdzić wioskę i wytyczyć objazd. Weżcie też jednego Rosomaka i Hummera z obsługą. Żołnierze spojrzeli na siebie zdziwieni, ale nie skomentowali sprawy. Kapitan miał jakiś psi węch do wykrywania zasadzek i pułapek zastawianych przez irackich partyzantów. I nigdy się nie mylił. Zawsze wiedział gdzie znajdują się bojownicy wroga, miny pułapki, gdzie można oberwać. A gdzie jest bezpiecznie. Niektórzy uważali że ma dostęp do tajnych raportów wywiadu, ale nie wszystko dało się tym wytłumaczyć. Po prostu jak gadali żołnierze Anielewicz miał nosa do takich spraw. W sumie to niewiele o nim wiedzieli, bo w sprawach osobistych kapitan nie był zbyt wylewny., nawet po pijaku. Chodziły słuchy że służył kiedyś w Legii Cudzoziemskiej, ale były to nie sprawdzone plotki. W każdym razie zaesze można było polegać na jego przeczuciach. W jego kompani nigdy nikt nie został ranny a tym bardziej zabity, Tak jest-bąknął sierżant Samosiuk i zaciągnął na twarz przeciwpiaskową chustkę z trupią czachą które jakiś czas temu weszły w modę wśród żołnierzy korpusu. Mężczyżni odbezpieczyli swoje Beryle i ubezpieczani przez Hummera i Rosomaka wjechali w wąską uliczkę wioski. Witały ich ponure miny jakichś starców w turbanach i zakutanych w chusty kobiet. Wokół kręciła się masa smagłolicych rozwrzeszczanych dzieciaków wyciągających ręce po cukierki krówki które Polacy często rozdawali. Krówki bardzo smakowały małym Irakijczykom więc dowódctwo uznało je za ważny element stabilizacji nastrojów, tak że każdy transport zaopatrzenia zawierał ich sporą partię. Samosiuk zauważył kilku podejrzanych brodaczy którzy umknęli do budynku stojącego na skraju wioski. Wydawało mu się że w ich rękach lśniły charakterystyczne kształty karabinów Kałasznikowa. Idż lewą stroną-polecił kapralowi Bieńko. Nie podoba mi się ta chałupa nakońcu wsi. Zdaje się że widziałem  jak włażą tam jacyś brodacze z kałachami. Cholerne szuszwole- pomyślał Bieńko Żadnej wdzięczności że uwolniliśmy ich od Saddama. A może po prostu już za długo siedzimy w tym kraju? Obsługa Rosomaka chyba też coś zauważyła bo skierowała lufę swojego szybkostrzelnego działka w kierunku budynku. Gdyby dali ognia to z tej nędznej budy zrobiła by się kupa kurzu. Samosik poprawił mikrofon  przymocowany do chełmu i opuścił go na wysokość ust Czyżyk do Orła jeden. Mamy szuszwoli. Są ukryci w białym budynku na krancu wsi. To pewnie obsługa detonatora min. Widzieliśmy typków z kałaszami. Rozwalić ich? Może być ich kilkunastu. Moment- usłyszeli po chwili głos kapitana Anielewicza. Mogą mieć w środku materiały wybuchowe, a tam kręci się dużo cywili. Nie chcę tu drugiej draki jak w Nangar Kel. Samosiuka przeszły ciarki. Wprawdzie to było w Afganistanie ale gdy polscy żołnierze zostali ostrzelani z podobnej wiochy to odpowiedzieli ogniem możdzierza. Zginęło przez to kilku cywili. Zresztą diabli wiedzą kto w takiej wojnie cywil, a kto żołnierz. Grunt że uczestnicy tamtego patrolu w imię poprawności politycznej poszli pod sąd jak pospolici przestępcy mimo że ich pododdział działał w obronie własnej. Od tej pory w wojsku uważano polityków za gnojów którzy wysyłają ludzi na wojnę a zabraniają im się bronić. Rozgłaszali doktrynę że islam jest religią pokoju a nie wszyscy arabowie to terroryści. Jasne- pomyślał Samosiuk Przecież niemowlaki nie umieją strzelać. No i jak? - rozległ się za plecami Samosiuka głos Michała.
Ten aż skulił się z zaskoczenia. Cholera. Jak on to robi? Potężny ponad dwumetrowy chłop o niedzwiedziej sile, a poruszał się jak duch. Samosiuk nie wiadomo dlaczego przypomniał sobie jak kiedyś musieli zmienić koło postrzelane w ciężkim opancerzonym Hummerze. Kapitan wtedy jakby od niechcenia złapał pojazd jedną ręką i bez najmniejszego wysiłku przechylił samochód na bok by zobaczyć co się stało. Kapral nie wierzył własnym oczom i uznał to za zwidy wywołane upałem i skrętem trawki którą wypalił wcześniej. Idę tam- oświadczył dowódca. Wy mnie osłaniajcie. Ale......-usiłował zaprotestować kapral Samosiuk. Nie zdążył. Anielewicz z samym pistoletem popędził w kierunku podejrzanego budynku. Cholera!-zaklął sierżant Bieńko. Pierdolony kozak! Teraz nawet nie możemy strzelać! Kurwa! Co on wyprawia?! Samosiuk nerwowo rozejrzał się po okolicy. Otaczały ich jakieś brzydkie jak niemieckie przekleństwo stare baby drące się w niebogłosy. Z budynku usłyszeli charakterystyczne trzaskanie kałasznikowów. Samosiukowi wydawało się że jedna z serii smagnęła Anielewicza. Wyglądało jak by kapitan lekko się zachwiał ale może tylko im się zdawało. Eksplodował wyrzucony przez okno granat. Ryknął odrzutem wystrzelony przez partyzantów pocisk z granatnika RPG i rąbnął w pobliżu cywili. Jakiś dzieciak chyba zdrowo oberwał bo plasnęło nim o ziemię jak mokrą szmatą. Teraz leżał w kałuży krwi. Z chałupy wybiegł jakiś Irakijczyk. Zauważyli że biegnie w ich stronę. Obwiązany był pasem z materiałem wybuchowym. Dostrzegł przyczajonego pod ścianą Anielewicza. Bulanda death! Allach Akbar-wrzasnął i chyba wcisnął detonator albo to sprawiła któraś z wystrzelonych w jego kierunku kul, bo rąbnęło zdrowo bo z zamachowca zostały tylko stojące nogi ubrane w buty. Cholerni samobójcy. Zawsze psują zabawę. Jak taki pieprznie to szukaj łba w Koluszkach a dupy pod Paryżem. Ze zdumieniem zauważyli że choć zamachowieć zdetonował się dość blisko Anielewicza to ten spokojnie stoi pod murem nietknięty i jak gdyby nigdy nic. Farciarz-pomyślał Samosiuk. Taki to nadepnie na minę, wysmarka się i idzie dalej. Kapitan chyba zdecydował że starczy tego bezproduktywnego stania pod ścianą, więc kopem wywalił drzwi i wpadł do środka. W sekundę póżniej rozległo się tam nieludzkie przerażliwe wycie.Kurwa!, Co się tam dzieje!-nie wytrzymał http://Samosiuk.Za mną! Zanim dobiegli do budynku usłyszeli w słuchawkach głos kapitana Anielewicza. Orzeł 1 i wszystkie Czyżyki. Budynek czysty. Żołnierze wpadli do środka. Bieńko wywalił się jak długi potknowszy się o leżącego o leżącego pod drzwiami trupa. Widok mroził krew w żyłach. Kapitan spokojnie poprawiał sznurówkę przy wojskowym buciorze a dookoła leżała z dziesiątka trupów. Ich głowy były powykręcane pod różnymi kątami. Jeden miał wyrwaną całkowicie z barku rękę która leżała ze trzy metry dalej a następny szczękę tak wbitą w mózg że aż wystawała przez górną część czaszki. Ja pierdolę-Samosiuk wywalił oczy. Jak......? Pytanie zwisło w powietrzu bez odpowiedzi. Mowę utracił cakowicie gdy zauważył przebiegający ścieg dziur po pociskach na piersi Anielewicza. Panie kapitanie. Nie jest pan ranny? Nie. Nic mi nie jest-wyjaśnił nieco zmieszany dowódca. Kamizelka zatrzymała kule. Żołnierze spojrzeli na niego ze strachem. Dokładnie wiedzieli że Anielewicz nie wziął kamizelki kuloodpornej. Śpieszył się i zostawił ją w transporterze. Przecież widzieli jak biegł w samym mundurze..Dywagacje przerwał lament wieśniaków zgromadzonych wokół leżącego we krwi dzieciaka. Anielewicz wyjrzał przez okno i bezzwłocznie wybiegł. Za nim wyszli żołnierze. Bieńko chyba zdrowo rąbnął nogą przy upadku bo kulał i  zaciskał zęby. Boli cię?-zapytał z troską w głosie Samosiuk. Nie, kurwa. Płaczę ze szczęścia-wysyczał. Dzieciak wyglądał w zasadzie na trupa. Lekarz kompani Gustaw Lotz już tam był. Koniec-bąknął patrząc na Anielewicza. Dzieciak nie żyje. Był w bezpośredniej odległości od eksplozji. Po RPG nie trzeba poprawiać, a mały miał najwyżej z pięć lat. Po chwili jego oczy zrobiły się wielkie bo zobaczył dziury po pociskach na mundurze kapitana. Nie jesteś ranny? Michał, wyglądasz jak by ktoś walnął w ciebie cały magazynek! Głupstwa gadasz-Anielewicz machnął ręką. Chyba zachaczyłem o jakiś gwózdż albo co innego. Jesteś pewien że mały zmarł? Sto procent. Podpułkownik Lotz skinął głową. Jako lekarz potrafię przecież zdiagnozować coś tak pospolitego w tych stronach jak śmierć. Anielewicz pochylił się nad ofiarą. Głupstwa pleciesz Guciu. Mały jest tylko oszołomiony. Położył dłonie na jego piersi i zaczął coś mruczeć w jakimś dziwnym języku. Jego oczy zrobiły się tak niesamowite że wrzeszczący dookoła tłum Irakijczyków zamilkł i cofnął się w przerażeniu. Włosy Michała zalśniły jak złoto. Mały nagle się zaksztusił a po chwili szarpnął i zakaszlał łapiąc oddech. Powoli otworzył oczy. W porządku-wyjaśnił kapitan AnielewiczWybuch go tylko ogłuszył/ Mały jest cały i zdrowy. Zagadnął coś do wieśniaków po arabsku. Ci w głębokiej ciszy pochylili głowy. Jakaś kobieta, pewnie matka małego upadła na kolana i całowała ręce oficera dziękując. Doktorowi Lotzowi zawirowało w głowie. Cały i zdrowy? Przecież mały był na wylot przewiercony dziesiątkiem odłamków. Narządy wewnętrzne zmieniły się w kaszę pod wpływem fali uderzeniowej. A mający niemieckie korzenie lekarz z opolszczyzny był wyjątkowo skrupulatny w badaniach swych pacjentów. Żywych czy martwych. Teraz miał mętlik w głowie. Widziałeś?- sierżant Bieńko syknął na ucho wmurowanemu w ziemię ze zdziwienia kapralowi Samosiukowi. Takie numery to robił jeden facet w Palestynie jakieś dwa tysiące lat temu. Kim on jest-wyksztusił wreszcie Samosiuk. Bo chyba nie człowiekiem. Jak myślisz Sławek, co? Może to diabeł-zafrasował się Bieńko. Ale wiesz co? Lepiej w to nie wnikać. Tak na wszelki wypadek. No- potwierdził Samosiuk Ale normalne to to nie jest. Jestem pewien że dostał serię w pierś. Otrzepał się i nic. Kurwa mać!-wystraszył się Bieńko. I co teraz? Samosiuk chrząknął nadrabiając miną. A co mabyć. Diabeł czy wampir. Grunt że po naszej stronie.
Autor...

Copyright Disclaimer.

All videos and galleries were made and uploaded for entertainment purposes.
I do not own the pictures or music that are used in these photos galleries and videos.
The images and music used, remain the property of the respectful copyright owners.
If you do not like that your music or picture is available for viewing and listening, just email me.
If it is necessary to remove it, it will be removed. Thank you!

Back to Szydera